piątek, 6 marca 2015

Czujność opłaca

Życie każdego potrafi zaskoczyć, by wreszcie oznajmić, że jest czas wywrócić wszystko do góry nogami. Z dnia na dzień mogą przydarzyć się rzeczy, nad którymi nigdy się nie zastanawialiśmy. Jednak ważne jest, by się nie poddawać i iść dalej mimo drogi pełnej przeszkód.

Kto by pomyślał, że taka dieta, jaką wytyczyli mi lekarze naprawdę istnieje? Mówiąc szczerze, jak spojrzałam na zakazane posiłki, to się załamałam. Już chyba mogłam pozostać na tej diecie lekkostrawnej...
Od 2 lat mój stan zdrowia z dnia na dzień zaczął się pogarszać.  Wymioty, ostre bóle brzucha i przełyku, skręty jelit, spora utrata na wadze - to tylko niektóre z moich objawów NIBY refluksu żołądkowo - przełykowego. Takie podejrzenie padło kilka lat temu. Leczona polprazolem, bioprazolem i innymi świnstwami, nie postawiło mnie na nogi. W 2014 roku przed wakacjami byłam u lekarki rodzinnej i stwierdziła, że wszystko może być spowodowane przez czynnik stresogenny. Nie mogłam zaprzeczyć. Ostatnia klasa gimnazjum naprawdę dała mi w kość, do tego dołożyły się różne turnieje taneczne, konkursy, jak nie przedmiotowe, to artystyczne oraz przede wszystkim moja wrodzona wrażliwość, przez którą koledzy i koleżanki dręczyli mnie i wykorzystywali od dzieciństwa.
Nadeszły wakacje i niecierpliwie wyczekiwane warsztaty teatralne, na których otworzyłam się, jak nigdy dotąd. Sądzę, że znajomi by mnie nie poznali. :O Jednak radości stało się zadość. Kilka dni przed finałowym występem naderwałam ścięgno Achillesa, nie zdając sobie z tego sprawy. Przez to, że tańczę miałam w życiu sporo kontuzji, raczej niedługich, dlatego myślałam, że i ta szybko minie. Posmaruję Altacetem, pochodzę w bandażu i za kilka dni noga będzie jak nowa. Jakie zaskoczenie było, gdy nagle nie dałam rady stanąć na stopę, a próbując, usłyszałam tylko nieznośne chrobotanie. Pierwsza przerażająca mnie myśl: ZAPALENIE.
Jak najszybciej dostałyśmy się do najbliższej przychodni ortopedycznej ( znienawidzonej chyba przez wszystkich pacjentów -.- - niestety do przychodni sportowej czeka się tygodniami) i jak to lekarze: usłyszeli, że coś boli - no to wkładamy w gips. "Yupi yay" - jedziemy na obóz z opancerzoną nogą...
Skracając trochę tę część historii( by nie doprowadzić oczywiście, do stworzenia powieści), powiem, że ten sposób leczenia się niestety nie udał i już 8 miesiąc borykam się z przewlekłym zapaleniem i ciągle nadrywającym się ścięgnem.
Cholibcia, nowa szkoła + nadwrażliwa kulejąca dziewczyna odcięta od marzeń to niezbyt dobre połączenie. Jak już pewnie się domyślacie, mój stan zdrowia się pogorszył, nie tylko w sprawach ortopedycznych, jak i gastrycznych. Kolejna wizyta u rodzinnego lekarza równała się gastroskopii i wizycie w szpitalu. Wykryto tam nadżerki, a po wynikach histopatologicznych położyli mnie do szpitala, zabierając mnie prosto ze szkoły. Okazało się, że mój cały układ pokarmowy jest w ostrym stanie zapalnym, a w środku "bawi się ze mną w chowanego" Helicobacter Pylori. Niby nic takiego, ale lekarze od razu zainterweniowali kroplówkami i czterema antybiotykami, w tym Metronidazolem. Reasumując: po szpitalu czułam się o wiele gorzej, mimo napisu na karcie : " uzyskane złagodzenie dolegliwości bólowych", znowu pojawieniem się wkurzającego mnie już słowa REFLUKS??? oraz skierowanie na impedancje za 3 miesiące. Przez ten czas chodziłam od lekarzy do lekarzy, tylko na chwile poprawiających moje samopoczucie. Niektórzy załamując już ręce zaczęli u mnie podejrzewać ANOREKSJĘ - słowo, które prześladowało mnie przez całą 3 klasą gimnazjum.
Mama zaczęła więc więcej czytać, ja razem z nią i tak przez przypadek natrafiliśmy nietolerancje pokarmowe, o których jest od niedawno głośno. Niestety, testy na ich wykrycie nie kosztują mało. Na szczęście na pomoc przyszła lekarka polecana od znajomych, której udało zwalić mnie z kanapy na Święta Bożego Narodzenia. Przeprowadziła na mnie trochę dziwne testy, które polegały na trzymaniu 2 elektrod i sprawdzaniu przepływu impulsów elektrycznych. Jakim zaskoczeniem było, gdy dowiedziałam się, że nie toleruję GLUTENU!!! Jednak zaleceniem lekarki nie tylko było ograniczenie produktów glutenowych, ale i zawierających mleko krowie. W dodatku wszystko musiało być ciepłe, gotowane i bardzo lekkostrawne. Ja nie widziałam w tym problemu, gdyż uwielbiam gotować i wydziwiać w kuchni. I naprawdę! Przez tydzień czułam się rewelacyjnie! Dopóki, oczywiście, nie zaczęła się szkoła...
Na drugie śniadanie nie miałam pomysłu, co brać, więc jadłam jogurt naturalny, herbatniki i tak prawie codzienne. Wracałam późno do domu, co równało się późnym obiadom, a ostre bóle i wymioty powrócały. Rodzice chcieli mnie kłaść do szpitala, ale widząc moje oburzenie, powstrzymali się. DAM RADĘ!!!!  - mówiłam sobie cały czas. Nie można przecież spędzić całego życia na narzekaniu. Postanowiłam więc przeczekać te jeszcze 2 miesiące, by w szpitalu wreszcie mogło się okazać, co naprawdę mi dolega.
Tam gdy lekarz prowadzący mnie zobaczył i usłyszał, że nie ma poprawy, podsumował tylko "widocznie Helicobacter mógł być potrzebny". Heh, nie ma to, jak być królikiem doświadczalnym w rękach ludzi z kabelkiem na szyi...
Teraz już jestem w domu z potwierdzonym mocnym refluksem dziennym i zaleconą dietą bezmleczną ubogoantygenową. Nie wciskajcie mi już kitu z zaburzeniami odżywiania!! A może jednak coś mogłoby, by być w mojej psychice, jeśli gdy mózg w nocy odpoczywa to kwasy nagle przestają atakować?
Mimo wszystko coś tu było nie tak. Te rożne leki " pseudopompy", by raczej pomogły. Postanowiłam więc z mamą zrobić te prawdziwe testy na nietolerancje pokarmową. Akurat kilka dni temu pewna przychodnia ogłosiła, że posługują się sprzętem Food Detective. Za 380 zł można było przetestować tolerancję ok.40 produktów. Trochę drogo, ale jeśli mogłoby pomóc?
No a jak. PSZENICA DURUM, GLUTEN, MLEKO KROWIE, JAJKA, DROŻDŻE. Rodzi się więc pytanie: jak tu żyć bez tych podstawowych składników? W internecie zdarzy się taki przepis jeden na milion, a jeszcze w dodatku, żeby pasował do diety zaleconej przez szpitalnych lekarzy...
No ale przecież moją myślą przewodnią jest krótkie zdanie : "DAM RADĘ!!!". Więc, kto da radę, jak nie ja? Będzie w porządku - tego trzeba się trzymać. :)





DOMOWA APTECZKA:
Co jeśli objawy nadal nie ustępują? Na ratunek przychodzi mama z ciepłym i pełnym miłości uściskiem, który powoduje, że wszystkie dolegliwości znikają chociaż na parę sekund. :)











.
.
.
.
.
Jednak tęsknie za tymi kurczakami z KFC...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz